Newsy w kategorii sklepy agd

Sprzęt AGD najlepszej jakości, newsy prosto od czołowych producentów: Amica, LG, Mastercook, Philips, Zelmer.

Sortuj: data: [A/Z] [Z/A] | tytuł: [A/Z] [Z/A]

Co się dzieje ze sklepami Internetowego Domu Handlowego?

Wczoraj wieczorem na łamach warszawskiego wydania Gazety Wyborczej pojawiła się informacja o upadku Bileteria.pl – serwisu sprzedającego bilety, który należy do spółki Internetowy Dom Handlowy. Czy to oznacza, że nad tą firmą zbierają się czarne chmury? Internetowy Dom Handlowy w kwietniu tego roku przejął trzy ostatnie sklepy obsługiwane przez Zakupy.com: Mareno.pl (księgarnia), eZabawki.pl (zabawki i akcesoria [...] Przeczytaj artykuł na eKomercyjnie.pl!

"Nie założyłbym drugi raz sklepu internetowego" - rozmowa z Radosławem Rogiewiczem z Multizakupy.pl - część II

W.K.: OK, ale weź pod uwagę, że w Waszej branży za chwilę może pojawić się Castorama czy IKEA. Sprzedając herbatę, cygara czy nawet soczewki kontaktowe nie spodziewałbym się takiego zagrożenia. R.R.: Dlaczego? No właśnie takie produkty, jak wymieniłeś jak ktoś to podpatrzy będzie można szybko zacząć sprzedawać w internecie. Małe gabaryty, niewielka powierzchnia biurowo-magazynowa, brak reklamacji, wysoka marża. Czysty biznes. Ja bym się tego nie podjął, chyba, że byłbym pewny, że mój sklep byłby w czymś lepszy od tych, które wymieniłeś. Wtedy mógłbym zaryzykować. Czytając wypowiedzi Virena ze sklepu Skarpetkowo.pl o całym jego biznesie pierwsze co zrobię, jak tylko wrócę z shopcampu, to otwieram sklep ze skarpetkami. A jak jeszcze w dwóch, trzech miejscach napiszę, że to świetny biznes, to do końca roku skarpetkowo.pl będzie miało 20 konkurentów, z czego jednego z kapitałem i dużym doświadczeniem. :-)Żartuję oczywiście. Ja szukam takich pomysłów i biznesów, których wcześniej nikt nie robił. Jakoś to pierwsze prawo marketingu, że lepiej być pierwszym niż lepszym mi utkwiło w głowie i bardzo mocno się go trzymam. Byliśmy pionierami w polskim internecie w sprzedaży porcelany, mebli szklanych, stworzyliśmy pierwszy i największy sklep w kategorii Dom & Wnętrze, jako jeden z pierwszych lub może nawet jedyny sklep internetowy w Polsce sprzedawaliśmy nasze produkty za pomocą SMS w autobusach komunikacji miejskiej. Mieliśmy wiele nowatorskich pomysłów, które przetestowaliśmy w praktyce i nadal mamy, ale oczywiście wprowadzenie ich wymaga  czasu. W.K.: Nie uważasz, że branża "dom i ogród" - a zatem w moim odczuciu RTV/AGD lub taki asortyment jaki Wy macie jest mocna tylko "w gębie"? Otwierają rankingi sprzedaży, ale porównując to z poziomem realizowanych zamówień np. Merlin.pl nawet z czasów, jak jeszcze wysyłali tylko książki, muzykę i film wypada przeciętnie. R.R.: Ja bym jednak oddzielił Dom i Ogród, czy też Dom & Wnętrze od RTV/AGD. Niby jest to powiązane, ale trzeba to rozgraniczyć. Kategoria RTV/ AGD moim zdaniem jest zarezerwowana już tylko dla sklepów których właścicielami są markety. Nikt z nimi nie wygra w tej kategorii. Będzie kilkanaście "małych", które będą też coś tam sprzedawały, ale całą tę "niby śmietankę"  będą zbierać właśnie markety, które będą miały własne sklepy w internecie. Jeżeli zaś chodzi o kategorię Dom & Wnętrze & Ogród to jest akurat kategoria, gdzie jeszcze jest trochę marży na produktach i właśnie na tej kategorii będzie można zarobić w internecie.    W.K.: Twoje odpowiedzi wskazują, że jesteś raczej sceptycznie nastawiony do zysków w e-commerce. Kto według Ciebie zarobi na tym rynku? R.R.: Moim zdaniem i jeszcze raz to podkreślam MOIM ZDANIEM na rynku przetrwają najwięksi i Ci co byli jednymi z pierwszych. Pozycja ALLEGRO będzie systematycznie rosła i to będzie główne miejsce, gdzie w pierwszej kolejności będą trafiać Ci, co będą chcieli cokolwiek kupić. Zresztą sam tak robię, że najpierw zaczynam szukanie od Allegro, a następnie kieruje się do Ceneo. Jak tam nie znajdę tego, co szukam, co oczywiście jest bardzo, bardzo rzadkim przypadkiem, to dopiero szukam w Google.Jeśli pojawią się w internecie inne markety takie, jak Castorama, OBI, IKEA itp., to spowodują kolejne zamieszanie i wiele sklepów w tym momencie pewnie się pozamyka. Tak samo będzie, gdy pojawi się w Polsce AMAZON. A to, że się pojawi to pewnie już tylko kwestia czasu. Sądzę, że "dużych"  pieniędzy dorobi się w internecie w najbliższych kilku latach tylko kilka sklepów. Za kilka lat będzie ich może kilkanaście, potem może kilkadziesiąt. Wszystko też zależy od tego, co dla kogo oznacza „duże” pieniądze. Bo oczywiście sklepów zarabiających 10-50 tys. zł netto będzie sporo, ale w większości to będą sklepy, które będą dodatkami do tradycyjnych biznesów. Oczywiście skala tego biznesu będzie systematycznie rosnąć.A podsumowując moje minione 5 lat w tym biznesie wiem już jedno – bez dużego wsparcia finansowego nie ma szans na duże pieniądze. Ktoś teraz powie - jak wszędzie, na co odpowiem tak - gdybym te same pieniądze zainwestował w tradycyjny sklep z meblami, dekoracjami wnętrz lub to, co robię również obecnie jako firma doradztwa finansowego, to już w pierwszym roku by mi się to zwróciło.Internet rozwija się błyskawicznie, konkurencja jeszcze szybciej. Chcąc być na topie non stop trzeba się rozwijać i inwestować by być lepszym od konkurencji. Jeżeli tylko „na chwilę” zatrzymasz się, to błyskawicznie ktoś Cię wyprzedzi. Dlatego biznes typu sklep internetowy, to kilkuletnia ciągła inwestycja, a końca tego nie widać. Ale na ten temat mógłbym długo jeszcze pisać. Na koniec tego pytania cytat z książki "Triumf i klęska dot.comów" Al. Ries – "Internet przypomina mistrzostwa świata w piłce nożnej, albo wybory prezydenckie. Takie jest prawo monopolu. Kto zajmie drugie miejsce, szybko odchodzi w niepamięć. W internecie nie przyznaje się srebra, ani brązu. Nie ma tam miejsca dla dwóch równorzędnych marek.”Czytałem tę książę w 2005 roku po raz pierwszy i jakoś do mnie nie dotarło to, co tam opisano i poparto przykładami. Dopiero teraz zaczynam doceniać większość opisanych tam przykładów. Startując z biznesem internetowym sądziłem, że ja zrobię inaczej. Że po co mi jakieś historie z minionych lat. Dzisiaj po 5 latach w tym biznesie już wiem, że Internet rządzi się swoimi prawami. W.K.: Jak oceniasz to, co dzieje się teraz w niektórych branżach na linii sprzedawcy internetowi - dystrybutorzy/producenci? Jakie masz doświadczenia? Gdzie widzisz szansę wyjścia z tego błędnego koła? Miałbyś do zaoferowania jakieś rozwiązania? Co poleciłbyś dystrybutorom? R.R.: W tym przypadku pozwolę sobie zacytować treść bloga E-komers.pl: "Panie Ryśku. My mamy 150.000 Klientów miesięcznie, obrót 15 mln rocznie i jesteśmy najwięksi. Mamy 22.000 pozytywów na Allegro.pl. Chcemy u Pana kupować, jeszcze nie wiemy co i ile, ale chcemy, żeby nam Pan wysyłał kurierem nie wiemy jeszcze ile towaru, ale najpewniej to będzie ok. 1-50 sztuk dziennie i każda z tych sztuk będzie raczej inna. Jeszcze lepiej gdyby Pan to wysyłał, ten towar od razu do naszych Klientów. Tu ma Pan pieczątkę naszą, fakturki w pdf będziemy wysyłać mejlem, proszę stemplować i przyklejać te faktury do tych towarów. A ponieważ jesteśmy najwięksi to od razu uprzedzam, że chcę najniższy próg rabatowy i zwolnienie z opłat logistycznych. I będziemy negocjować 20 razy dziennie ceny. A i byłbym zapomniał – potrzebny jest XML z ofertą i zdjęcia do tego co Pan tu ma. Panie Ryśku – to dla Pana szansa, bo internet to teraz potęga. I jeszcze jedno, my będziemy robić rezerwację przez cały dzień a następnego dnia weźmiemy z tych rezerwacji tak z 70%. Zróbmy biznes Panie Ryśku?"Ja to po prostu przeżyłem. Namówienie dużego, markowego producenta mebli na sprzedaż mebli w internecie w 2005 roku i dzisiaj w 2010 roku graniczy z cudem. Większość sklepów internetowych opiera się właśnie na wyżej opisanym modelu i potem nie ma co się dziwić, że producenci, dystrybutorzy reagują tak, jak reagują. Ja na ich miejscu też bym tak reagował. Co innego jak przyjedzie się do producenta/dostawcy z gotówką. Kupi się towaru za 10-20 tys. I tak np. co tydzień. Ale zaczynając ze sklepem internetowym, najczęściej bez odpowiedniego kapitału, tak się nie da.Dlatego rozwiązanie jest takie: bierz się za biznes typu sklep internetowy jak masz odpowiednio duży kapitał. I tylko wtedy. Stać Cię na to żeby mieć „dobry” sklep internetowy, pracowników - handlowców, magazyn, jakieś tam stany magazynowe to nie będziesz miał problemów z dostawcami. Bo każdy dostawca jeżeli za towar otrzyma gotówkę będzie zdecydowanie bardziej otwarty do współpracy. Dlatego jeszcze raz to podkreślam, chcąc robić duży biznes w internecie trzeba zainwestować duże pieniądze. W przeciwnym razie nawet jeżeli wystartujesz z czymś pierwszy, ale bez odpowiedniego kapitału na rozwój, to rynek szybko Cię zaskoczy błyskawicznie rozwijającą się konkurencją. W.K.: Potrafisz wczuć się w właściciela sklepu AGD/RTV np. w Twoim mieście - Włocławku? Przyjdę tam, obejrzę sobie plazmy i kupię u Ciebie, bo jest taniej. Co on może zrobić? R.R.: Otworzyć własny sklep internetowy, ale pod inną marką i tam sprzedawać w cenach internetowych.Kiedyś spotkałem właściciela jednej z sieci tradycyjnych sklepów RTV/AGD, który pod inną marką sprzedawał w internecie. Jakieś 2 lata temu, jak rozmawialiśmy z nim, to on był w pozycji dominującej jako, że miał dużo większe obroty i zyski. Kilka tygodni temu zadzwonił do nas z pytaniem czy mógłby nawiązać z nami współpracę pod kątem sprzedaży w jego sklepie naszych produktów... W.K.: Uważasz, że internet musi być z zasady miejscem tańszym niż zakupy tradycyjne? R.R.: Moim zdaniem tak. Takie już wyrobiło się u kupujących w internecie przeświadczenie i po co to zmieniać. Bo skoro mam taką samą cenę w sklepie obok to dlaczego mam kupić w internecie? W.K.: Dla wygody? Nie musisz wychodzić z domu, nie musisz tracić czasu na zakupy tradycyjne, odśnieżanie samochodu, sprawdzanie asortymentu etc. To nie wystarczy Twoim zdaniem? R.R.: Dla mnie wystarczy, ale dla wielu ludzi jeszcze nie. Na szczęście tych bardziej świadomych przybywa i to jest rewelacją tego biznesu. Ale jeszcze trochę musi czasu upłynąć, żeby tych, co tak myślą było dużo.   W.K.: Podasz na koniec kilka najważniejszych rad dla osób, które chcą założyć sklep internetowy? R.R.:  Jednym z moich nowych pomysłów jest uruchomienie firmy, która od strony praktycznej doradzi i uchroni przed błędam, które ja popełniłem.----- Jak zwykle czekam na Wasze komentarze. 

"Nie założyłbym drugi raz sklepu internetowego" - rozmowa z Radosławem Rogiewiczem z Multizakupy.pl - część I

Prezentuję dzisiaj wywiad z Radosławem Rogiewicz ze Multizakupy.pl. Z Radkiem mijaliśmy się od dłuższego czasu - to znajomy mojego znajomego. W końcu udało nam się poznać i porozmawiać. Efektem poniższy wywiad (podzieliłem go na dwie części, bo był za długi na jeden post).Radek będzie w najbliższą sobotę gościem na Shopcampie w Poznaniu, gdzie również powie kilka słów o e-commerce. Nie wiem czy są jeszcze miejsca, ale warto się tam wybrać nie tylko ze względu na niego. Wojtek Kyciak: Multizakupy.pl wystartowały w 2005 roku , a inwestora znalazły w 2007 roku który wyłożył 1 150 000 zł. Z perspektywy tych 5 lat - szukałbyś ponownie inwestora dla e-commerce? Radek Rogiewicz: Zdecydowanie tak. Internet rozwija się tak szybko, że zakładając rozwój na bazie wypracowanych zysków ze sklepu nie bylibyśmy w stanie osiągnąć tego co osiągnęliśmy.  Konkurencja rośnie tak szybko, a w szczególności w internecie, że jeżeli szybko nie osiągnie się jakiegoś pułapu, nie zdobędzie się pozycji lidera w danej kategorii to potem ciężko już niestety się przebić, a nakłady na to będą zdecydowanie większe. Marketing tradycyjny i marketing w internecie różnią się jedną zasadniczą rzeczą. W realnym świecie zawsze znajdzie się miejsce dla drugiego konkurenta. W internecie niestety tak już nie jest. Zaczynając 5 lat temu kategoria Dom i Wnętrze raczkowała. Dzięki inwestorowi udało nam się szybko osiągnąć czołowe pozycje w tej kategorii, a na pewno bez dużego wsparcia finansowego nie byłoby to możliwe. W.K.: Czyli rozumiem, że mając ponownie na inwestycję ponad milion złotych nadal idziesz w stronę e-commerce? R.R.: Nie. Gdybym dzisiaj, podkreślam dzisiaj miał to zrobić to na pewno nie zainwestowałbym w sklep internetowy. Jak zaczynaliśmy kilka lat temu było 500 sklepów. Dzisiaj mamy już 20000. Multizakupy.pl przeszły na szczęście już ten najgorszy okres w rozwoju. Teraz już powinno być "z górki".A jeżeli juz miałbym to zrobić to raczej poszedłbym w kierunku usług związanych z e-commerce. Mam już zresztą kilka pomysłów, które powoli zaczynam realizować. W.K.: Jak z perspektywy 5 lat oceniłbyś to co zrobiliście z Multizakupami? Zrealizowaliście cele ustalane początkowo? Oceniasz ten biznes pozytywnie czy negatywnie? Wszedłbyś drugi raz do tej samej rzeki? R.R.: Oceniając to z perspektywy 5 lat to w życiu nie spodziewałbym się, że rozwinie się to do takiej skali. Że uda nam się stworzyć jeden z największych sklepów internetowych w Polsce, że będziemy wysyłać do kilkunastu krajów na całym świecie produkty z naszego sklepu. Ale oceniając ten biznes to zdecydowanie wolę pracę w finansach, którą przez ten cały czas również kontynuowałem w jednej ze spółek naszego inwestora. Biznes internetowy to zupełnie inna "bajka". I tak jak już wcześniej napisałem, gdy miałbym dzisiaj ponownie zaczynać ze sklepem internetowym to chyba bym tego nie zrobił. Znam wiele innych pomysłów i sposobów, z których zdecydowanie szybciej można osiągnąć zysk. Ale oczywiście nie mówię, że nie warto tego robić. Bo oczywiście będą tacy, którzy będą mieli fajny pomysł i wykorzystując skalę Internetu uda im się zrobić fajny biznes. Sklep internetowy będzie również fajnym dodatkiem do tradycyjnego biznesu. Ale tak, jak już wcześniej mówiłem duże pieniądze uda się zarobić w tym biznesie naprawdę niewielu i zajmie im to sporo czasu osiągną ten cel. W.K.: Z czym problem mają Multizakupy? W różnych miejscach w sieci (np. na Flakerze) wypowiadałeś się o skalowalności. Sprzedaż rośnie dynamicznie, a wraz z nią koszty, przez co zysków praktycznie nie ma.  Czym spowodowany jest wzrost kosztów? R.R.: Problemów jak w każdym biznesie jest dużo:1. LOGISTYKA: Rozpoczynając ten biznes na początku towar był wysyłany bezpośrednio od producentów. Następnie był to kilkumetrowy „magazynek” , potem prawie 100 metrowy magazyn , a obecnie korzystamy już z centrum logistycznego, w którym mamy do dyspozycji tyle powierzchni, ile na daną chwilę jest potrzebne. Jest to więc dla nas bardzo wygodne i pozwala nie przepłacać za pustostan. Podobnie jest z pracownikami w magazynie, których liczba uzależniona jest od skali wysyłki. Z jednej strony mamy uniwersalne rozwiązanie, ale to wiąże się też z większymi kosztami niż wcześniej. Podsumowując: wraz ze skalą obrotów rosną koszty magazynowania, pakowania, materiałów do pakowania, powierzchni magazynowych itd.2. REKLAMA: Wraz ze wzrostem liczby produktów rośnie np. kwota z porównywarek cen. Obecnie mamy 20 tys produktów i systematycznie powiększamy asortyment, a to wiąże się z coraz większą liczbą „wejść”. Koszt pozycjonowania, który w związku z taką dużą ofertą również rośnie wraz z liczbą produktów i fraz. Podsumowując: rośnie skala biznesu, rosną koszty reklamy.3. HOSTING: wraz ze wzrostem liczby osób odwiedzających sklep rosną koszty serwerów i obsługi.4. KOSZTY PRACY:  wraz ze wzrostem skali rośnie zapotrzebowanie na osoby do obsługi. Czasochłonne jest w szczególności doradztwo przez telefon, aktualizacja oferty oraz przygotowywanie indywidualnych ofert, których z dnia na dzień systematycznie przybywa. Przy większej skali biznesu pojawiają się kolejne potrzeby typu księgowość, fakturzystka, prawnik, osoba do marketingu, informatyk itd.5. INFORMATYKA: nowe oprogramowanie sklepu, które zapewni automatyzację wielu procesów prowadzenia tego biznesu.6. REKLAMACJE i FIRMY KURIERSKIE: zmora biznesu internetowego. Wraz ze wzrostem skali obrotów, a w naszym przypadku dodatkowo dochodzą duże gabaryty (wanny, kabiny prysznicowe itp.) zapanowanie nad „wojną” (odpisywanie na systematyczne i bezpodstawne odmowy wypłaty odszkodowań) z firmami kurierskimi to duże i czasochłonne wyzwanie.Dopóki jest to biznes "domowy" lub na zasadzie dodatku do tradycyjnego biznesu, a obroty są na niewielkim poziomie, to wszystko jest ok. Rosnące obroty powodują wzrost również kosztów, ale to jest normalne i nie ma się czemu dziwić. Tylko, że największym problemem  w biznesie internetowym jest to, że bardzo dynamicznie rośnie również konkurencja, a wraz z nią niestety spadające marże. W naszym przypadku dodatkowym problemem są duże  gabaryty, które wymagają odpowiedniego pakowania i są narażone na uszkodzenia podczas transportu.       W.K.: Stworzyliście wielobranżowy sklep i połączyliście to w jedną markę. Może po prostu źle to rozegraliście? Czy z perspektywy czasu radziłbyś inwestować w wielobranżowe przedsięwzięcia? Może lepiej specjalizować się? R.R.: Stworzyliśmy taki sklep, bo wcześniej takiego nie było. Pierwsze prawo marketingu mówi o tym, że "lepiej być pierwszym niż lepszym”. I tym się kierowaliśmy. Robiąc sklep wielobranżowy tak naprawdę porwaliśmy się na duży biznes (kilka kategorii, ponad 20 tys. produktów) nie będąc na to do końca przygotowanym finansowo czy też mentalnie. Zauważyliśmy pewną niszę i po prostu chcieliśmy ją wykorzystać. Z perspektywy czasu dzisiaj startując w tego rodzaju biznes bez dużego kapitału nie podejmowałbym się wyzwania typu sklep wielobranżowy, z dużą ilością produktów, a raczej skupiłbym się jednak na specjalizacji i wąskim asortymencie.  Chociaż nasz sklep tak naprawdę pomimo wielu kategorii (meble, łazienki, instalacje, materiały wykończeniowe itp.) i tak związany jest raczej z kategorią Dom & Wnętrze i raczej wolę zdecydowanie, żeby nas łączyć z tą kategorią niż z kategorią - wielobranżowy, która z samej nazwy mówi, że chodzi o różne branże.Czy źle to rozegraliśmy? Nie sądzę. Na pewno przetarliśmy pewną drogę, której nikt przed nami nie przebył. Spróbowaliśmy, wyciągnęliśmy wnioski i teraz już koncentrujemy się na tym co wiemy, że się sprawdza.   W.K.: Jakiś czas temu na własne uszy słyszałem wypowiedzieć osoby z Merlina, która przyznała, że poszerzenie marki nie było strzałem w 10 w ich przypadku. Jak to możesz skomentować? R.R.: Tak już mówiłem wcześniej, my skupiliśmy się na jednej kategorii DOM & WNĘTRZE, a Merlin chciał być drugim Amazonem, podobnie jak Agito i Max24. Pytanie tylko, ile mamy na świecie sklepów podobnych do Amazona, którym się udało? Ja nie słyszałem o innym. Dlatego podziwiam zarządy tych sklepów, że się tego podjęły i poszły w tym właśnie kierunku.  Sam jestem ciekaw efektu końcowego. Moje zdanie jest takie – NIE UDA IM SIĘ to zrobić na taką skalę, na jaką to planowali.Poszerzenie już wypracowanej marki to tak naprawdę „rozmycie” tej marki. Każdy, kto już trochę poznał się na sklepach internetowych, od zawsze kojarzy Merlina z książkami, płytami , a nie np. z butami sportowymi, tak samo Agito i MAX24, które zbudowały swoją markę na RTV i AGD, a teraz próbują sprzedawać prawie  wszystko co tylko jest możliwe. Z jednej strony rozumiem AGITO i MAX24, bo w RTV/AGD nie ma marży i same obroty to nie wszystko. Chcąc ratować biznes zostali po prostu do tego zmuszeni. Ale czy to jest dobry kierunek? Życie pokaże.Pozwolę sobie zacytować jeszcze guru naszej branży Billa Gatesa – „W internecie zobaczymy sporo takich firm, które podobnie jak Amazon.com, po zdobyciu silnej pozycji w jednej branży będą poszerzać swój asortyment o nowe produkty. Oczywiście przynosi to efekty, ale tylko krótkotrwałe, a później jednak trzeba za to słono zapłacić...”. Wiadomo, że każdy ma swoje zdanie i swoje plany, ale ja staram się uczyć na błędach innych i nie mam zamiaru ich powielać. W.K.: Postawiliście na asortyment o dużych gabarytach. Znam sklepy, które zwiększają swoją sprzedaż blisko 100% z roku na rok poszerzając także magazyn, ale utrzymują koszty magazynowania i inne koszty związane ze wzrostem skali biznesu na takim samym poziomie - handlują "drobnicą". Może to znowu chodzi o dobór branży? R.R.: Jeżeli chodzi o rosnące obroty, to już niedługo im się to skończy. My mieliśmy w początkowych latach naszego biznesu nawet 500% dynamiki wzrostu.  I co z tego? Teraz już możemy o tym tylko pomarzyć. Jest to mało prawdopodobne żeby rok w rok podnosić sprzedaż o 100%. Proszę pamiętać, że jak my zaczynaliśmy było 500 sklepów, a teraz podobno jest już 20 tys.Kiedyś byliśmy jednym z 3 sklepów, które sprzedawały porcelanę i dlatego mieliśmy bardzo dużą sprzedaż. Dzisiaj sklepów z porcelaną jest kilkadziesiąt i już nie mamy takiej sprzedaży jak kiedyś. Wszystko jest ok, jeśli sklepów jest kilka, ale przy kilkudziesięciu zaczyna się już walka. I czym taki kolejny powstający sklep może wygrać z tym, co już jest od jakiegoś czasu? Ceną!!! I wtedy zaczyna się obniżanie marży. Lada moment, jeżeli coś się z tym nie zrobi asortyment łazienkowy czeka to samo, co kategorie AGD i RTV , czyli marże 1-3%. I tak będzie z każdym produktem, który będzie można porównać.A tak poza tym szukanie produktów, jak to nazwałeś DROBNICOWYCH to też moim zdaniem nie jest najlepszy kierunek. Dlaczego? Bo to będzie mógł sprzedawać każdy, kto tylko porwie się na budowę własnego sklepu internetowego. W przypadku sprzedaży produktów gabarytowych to już nie jest takie proste i nie każdy się tego podejmie. Dlatego też dzisiaj takie sklepy są zadowolone, bo rosną obroty, marża jest niezła. Ale w momencie, gdy w ciągu roku pojawi się podobnych sklepów kilkanaście, to już tak kolorowo nie będzie. Drugi ważny temat to skąd trafia do sklepu największa liczba UU. Jeżeli z porównywarek cen, no to wtedy dopiero zacznie się walka o klienta. Pomimo tego, że nienawidzę porównywarek, to sam jestem ich stałym klientem i niestety muszę również korzystać w przypadku naszego sklepu.Dlatego podsumowując: im prostszy produkt do wysyłki tym więcej sklepów będzie powstawać, które tez będą go sprzedawać. Im więcej sklepów, tym większa konkurencja, im większa konkurencja tym większa walka cenowa itd. itd.

Producenci nie chcą, aby w internecie było za tanio

Wyborcza.biz: Producenci i dystrybutorzy kranów, mebli czy AGD uważają, że sklepy internetowe sprzedają ich produkty za tanio. Żądają od nich takiego doregulowania cenników, aby za ten sam produkt płaciło się w sieci podobnie jak w tradycyjnych sklepach. Zapraszam do czytania: Producenci nie chcą, aby w internecie było za tanio »

Czy użyteczność jest ważna w ecommerce?

Dzisiaj na blogu gościnny "występ" Bartłomieja Dymeckiego i Łukasz Pluteckiego, którzy postanowili uzupełnić mój tekst o użyteczności. Bartek i Łukasz zgadzają się z moją tezę, ale dodali kilka własnych spostrzeżeń i uzupełnień. Polecam szczególnie początkującym właścicielem e-sklepów jako bardzo dobry wstęp do tej tematyki.---- Łukasz Plutecki: Pomysłodawcą tego wpisu jest Bartłomiej Dymecki, który poprosił mnie o uzupełnienie swoich wypowiedzi. W ten sposób chcielibyśmy wspólnie wypowiedzieć się na temat znaczenia usability w kontekście serwisów typu e-commerce. Bartłomiej Dymecki: Pomysł na wpis polemiczny powstał po lekturze tekstu Wojtka Użyteczność nie jest lekiem na całe zło. Ogólnie rzecz ujmując - zgadzam się z tezą, że użyteczność nie jest lekiem na całe zło projektów internetowych (lub innych projektów interaktywnych). Jest jednak kilka ważnych kwestii, które trzeba wziąć pod uwagę.Na początku chcę podkreślić, że użyteczność jest tylko cechą produktu. W kontekście tego bloga należy powiedzieć, że użyteczność jest jedną z wielu cech sklepu internetowego. Jest cały czas w tle. Nie trzeba jej "dodawać" do projektu, jeśli jest on od początku właściwie tworzony. Dlatego tak ważna jest rola odpowiedniego procesu projektowego w duchu UCD (User Centered Design).  ŁP: Świetna uwaga. Użyteczność jest jak pogoda - jest zawsze :) Co najwyżej może być lepsza lub gorsza. Z tym, że w przeciwieństwie do pogody, na którą wpływu nie mamy, tworząc serwis możemy przywiązać większą lub mniejszą uwagę do procesu projektowania i stworzyć stronę bardziej lub mniej użyteczną.  BD: Muszę powiedzieć, że nie znam żadnego specjalisty od usability, który uważałby, że "użyteczność jest wszystkim". Na ogół jest wręcz przeciwnie i większość rozumie, że internetowy biznes to skomplikowany system naczyń połączonych w którym poszczególne elementy wzajemnie na siebie wpływają. Niektórzy początkujący właściciele sklepów mogą przeceniać użyteczność, a potem się zawieść. Wpływ użyteczności na sprzedaż zależy od jej obecnego poziomu, skali działalności i innych cech sklepu. Jeśli poprawimy użyteczność zbyt drogiego sklepu lub sklepu mającego źle stargetowany ruch, to najprawdopodobniej niewiele nam to da. Bywają jednak sytuacje w których użyteczność zmienia wiele. W tekście The $300 Million Button Jared Spool opisuje, jak usunięcie obowiązku rejestracji w sklepie zwiększyło sprzedaż o... 45%. Uważam więc, że użyteczność może mieć duży wpływ na sprzedaż sklepu, ale jest to uzależnione od innych czynników i musi być analizowane w kontekście konkretnej sytuacji. Możemy powiedzieć, że "pozycjonowanie to nie wszystko", jednak nie będziemy pozycjonowania lekceważyć. Wiemy, że "grafika to nie wszystko", ale nie będziemy jej także lekceważyć. Zdanie w tej formule doskonale pasuje do chyba każdego elementu wpływającego na sklep. Kolejna kwestia to przyjęta definicja usability. Encyklopedyczne definicje są najczęściej zbyt wąskie. Architektura informacji wpływa na to, jak ułożymy produkty w sklepie. Gdy opracowujesz układ działów w sklepie i dobry podział asortymentu na części to właśnie pracujesz nad użytecznością! Jeśli nie zrobisz tego dobrze i klienci nie odnajdą produktów, to jak im je sprzedasz?  ŁP: Ja na swoje potrzeby rozróżniam trzy pojęcia: - architektura informacji - użyteczność - merchandising produktów Architektura informacji serwisu (tu sklepu internetowego) jest według mnie kompromisem między: - kreacją - celami sprzedażowymi właściciela sklepu - użytecznością Specjalnie podkreślam różnicę między celami biznesowymi właściciela sklepu a użytecznością. Należy pamiętać, iż mogą być one zdecydowanie rozłączne. Klient może oczekiwać jak najłatwiejszego znalezienia produktów o najniższej cenie w danej kategorii, natomiast właściciel sklepu chcieć promować i sprzedawać konkretne produkty - np. z najwyższą marżą lub zalegające w magazynie. Rolą projektanta jest pogodzenie tych dwóch wykluczających się racji. Podobnie jak w przypadku pogody, narciarze marzą o tym aby śniegu było jak najwięcej i jak najdłużej, natomiast drogowcy najchętniej widzieliby 'czarną zimę', tak w przypadku projektowania serwisu interesy właściciela serwisu i klientów mogą być rozłączne. O ile jednak ani narciarze, ani drogowcy nie mogą pogody zmienić, o tyle właściciel sklepu może zaprojektować tak stronę, aby maksymalizowała ona zysk zapewniając jednocześnie wygodę użytkowania dla klientów. Przywołam tu także słowa Jacka Opalucha. Użytkownicy nie są projektantami. To inwestor i projektant mają stworzyć 'użyteczność' dane serwisu. Użytkownicy będą potrafili poruszać się po stronie z korzyścią dla jej właściciela lub nie. BD: Zgadzam się. Rolą konsultanta/projektanta powinno być doprowadzenie do konsensu między celami użytkowników, a celami właściciela biznesu. Nie zawsze będzie to idealnie możliwe, ale takie powinno nam przyświecać założenie.Warto dodać, że w ramach użyteczności mieści się także: analiza potrzeb użytkowników, analiza celów biznesowych, porównanie z konkurencją. Nawet dobór asortymentu ma związek z użytecznością. Innym aspektem jest wspomniany UCD - User Centered Design, czyli projektowanie zorientowane na użytkownika. Budując sklep projektujesz go tak czy inaczej. Możesz to robić bez wiedzy, chaotycznie, a możesz projektować świadomie dzięki całej tej szerokiej dziedzinie, którą potocznie nazywamy użytecznością (ale jak już pisałem: często to pojęcie rozumie się zbyt wąsko). No i jeszcze możemy mówić o user experience. A to już bardzo szerokie pojęcie, którego użyteczność jest jedynie częścią. Oprócz usability wrażenia użytkowników buduje wygląd, obsługa klienta, ceny, dostępność, czas wysyłki i wiele innych elementów. W przypadku internetowego biznesu należy więc dbać o różne aspekty wpływające na odczucia klientów, w tym także usability. ŁP: Zgadzam się z Bartkiem - projektowanie sklepu to bardzo szeroki temat. Warto znać całe spektrum zagadnień i świadomie podejmować decyzje biznesowe (np. rezygnować z jakiegoś działania). Co tu dużo ukrywać - profesjonalny projekt zawierający w sobie benchmark rynku, design, badanie użyteczności, analizę SEO, wdrożenie. Nie każda osoba otwierająca sklep musi od razu decydować się na cały wachlarz usług - profesjonalne badanie eye-trackingowe czy w ogóle badanie użyteczności może być po prostu za drogie. Proponuje na początek spróbować przeznaczyć około 10% budżetu całego serwisu na projektowanie użyteczności. Jeśli zamierzam wydać 3 tys zł (IAI/Sote + layout), przeznacz 300zł na badanie. Jeśli Twój budżet wynosi 6 tys przeznacz 500zł. Jeśli masz 25 tys, wydaj 2 tys zł, itd. Co można mieć za 300zł? To mniej więcej koszt ankietowania na własną rękę 2-3 osób i zgłoszenia uwag grafikowi. Za 1000zł może uda Ci się uzyskać konsultację u eksperta, natomiast za 2000zł otrzymasz uproszczone badanie na 3-5 użytkownikach. To naprawdę niewielkie kwoty, a można uniknąć fundamentalnych błędów - typu umieszczenie kategorii i wyszukiwarki gdzieś na końcu strony (bo banner, dzień dobry i nowy adres do korespondencji były ważniejsze). Warto także wybierając grafika / firmę która robi design sklepu zapytać jaką mają wiedzę nt. użyteczności, jak projektują sklepy, czy testują projekty na użytkownikach, zapytać o największe sklepy internetowe które stworzyli. Następnie wieczorem proszę spróbować znaleźć produkt czy złożyć zamówienie w takim sklepie. BD: O czym jeszcze moglibyśmy powiedzieć w kontekście usability? O testach A/B i wieloczynnikowych, optymalizacji konwersji, prototypowaniu, analizie statystyk i pewnie paru innych kwestiach. Kompleksowe prace nad usability pojmowane, jako połączenie wszystkich tych dziedzin mogą mieć już bardzo konkretną wartość biznesową.  ŁP: W kontekście tego posta proponuje coś łatwiejszego. Co sądzicie o stworzeniu kilku(nastu) zadań, które każdy właściciel mógłby spróbować zlecić robiąc 'badanie na własną rękę'. Wiadomo - lepiej jeśli badanie jest dedykowane i przeprowadzone przez eksperta. Jeśli jednak podczas badania będziecie mieć ochotę 7 razy przerwać użytkownikowi 'To nie tak', 'Tu masz przecież wyszukiwarkę!', etc. to znaczy iż ekspert jest bardziej potrzebny niż Wam się wydawało :) p.s. Tak w ogóle to użyteczność to nie wszystko. Komputronik ma taką nawigację, że zawsze z niego wychodzę wkurzony. Lubie przeglądać produkty i sprawdzać ceny na Ceneo i Agito. Właśnie planuje zakup nowego TV, chyba kupię właśnie na Agito... ciekawe dlaczego? Czy zastanawialiście się co wpływa na sukces marketingowy Apple'a? BD: Dziękujemy za uwagę, a Wojtkowi za możliwość opublikowania tekstu na łamach jego bloga.Łukasz Plutecki, NetArch, http://www.plutecki.netBartłomiej Dymecki, Entigra, http://www.dymecki.pl

Czy użyteczność jest ważna w ecommerce?

Dzisiaj na blogu gościnny "występ" Bartłomieja Dymeckiego i Łukasz Pluteckiego, którzy postanowili uzupełnić mój tekst o użyteczności. Bartek i Łukasz zgadzają się z moją tezę, ale dodali kilka własnych spostrzeżeń i uzupełnień. Polecam szczególnie początkującym właścicielem e-sklepów jako bardzo dobry wstęp do tej tematyki.---- Łukasz Plutecki: Pomysłodawcą tego wpisu jest Bartłomiej Dymecki, który poprosił mnie o uzupełnienie swoich wypowiedzi. W ten sposób chcielibyśmy wspólnie wypowiedzieć się na temat znaczenia usability w kontekście serwisów typu e-commerce. Bartłomiej Dymecki: Pomysł na wpis polemiczny powstał po lekturze tekstu Wojtka Użyteczność nie jest lekiem na całe zło. Ogólnie rzecz ujmując - zgadzam się z tezą, że użyteczność nie jest lekiem na całe zło projektów internetowych (lub innych projektów interaktywnych). Jest jednak kilka ważnych kwestii, które trzeba wziąć pod uwagę.Na początku chcę podkreślić, że użyteczność jest tylko cechą produktu. W kontekście tego bloga należy powiedzieć, że użyteczność jest jedną z wielu cech sklepu internetowego. Jest cały czas w tle. Nie trzeba jej "dodawać" do projektu, jeśli jest on od początku właściwie tworzony. Dlatego tak ważna jest rola odpowiedniego procesu projektowego w duchu UCD (User Centered Design).  ŁP: Świetna uwaga. Użyteczność jest jak pogoda - jest zawsze :) Co najwyżej może być lepsza lub gorsza. Z tym, że w przeciwieństwie do pogody, na którą wpływu nie mamy, tworząc serwis możemy przywiązać większą lub mniejszą uwagę do procesu projektowania i stworzyć stronę bardziej lub mniej użyteczną.  BD: Muszę powiedzieć, że nie znam żadnego specjalisty od usability, który uważałby, że "użyteczność jest wszystkim". Na ogół jest wręcz przeciwnie i większość rozumie, że internetowy biznes to skomplikowany system naczyń połączonych w którym poszczególne elementy wzajemnie na siebie wpływają. Niektórzy początkujący właściciele sklepów mogą przeceniać użyteczność, a potem się zawieść. Wpływ użyteczności na sprzedaż zależy od jej obecnego poziomu, skali działalności i innych cech sklepu. Jeśli poprawimy użyteczność zbyt drogiego sklepu lub sklepu mającego źle stargetowany ruch, to najprawdopodobniej niewiele nam to da. Bywają jednak sytuacje w których użyteczność zmienia wiele. W tekście The $300 Million Button Luke Wroblewski opisuje, jak usunięcie obowiązku rejestracji w sklepie zwiększyło sprzedaż o... 45%. Uważam więc, że użyteczność może mieć duży wpływ na sprzedaż sklepu, ale jest to uzależnione od innych czynników i musi być analizowane w kontekście konkretnej sytuacji. Możemy powiedzieć, że "pozycjonowanie to nie wszystko", jednak nie będziemy pozycjonowania lekceważyć. Wiemy, że "grafika to nie wszystko", ale nie będziemy jej także lekceważyć. Zdanie w tej formule doskonale pasuje do chyba każdego elementu wpływającego na sklep. Kolejna kwestia to przyjęta definicja usability. Encyklopedyczne definicje są najczęściej zbyt wąskie. Architektura informacji wpływa na to, jak ułożymy produkty w sklepie. Gdy opracowujesz układ działów w sklepie i dobry podział asortymentu na części to właśnie pracujesz nad użytecznością! Jeśli nie zrobisz tego dobrze i klienci nie odnajdą produktów, to jak im je sprzedasz?  ŁP: Ja na swoje potrzeby rozróżniam trzy pojęcia: - architektura informacji - użyteczność - merchandising produktów Architektura informacji serwisu (tu sklepu internetowego) jest według mnie kompromisem między: - kreacją - celami sprzedażowymi właściciela sklepu - użytecznością Specjalnie podkreślam różnicę między celami biznesowymi właściciela sklepu a użytecznością. Należy pamiętać, iż mogą być one zdecydowanie rozłączne. Klient może oczekiwać jak najłatwiejszego znalezienia produktów o najniższej cenie w danej kategorii, natomiast właściciel sklepu chcieć promować i sprzedawać konkretne produkty - np. z najwyższą marżą lub zalegające w magazynie. Rolą projektanta jest pogodzenie tych dwóch wykluczających się racji. Podobnie jak w przypadku pogody, narciarze marzą o tym aby śniegu było jak najwięcej i jak najdłużej, natomiast drogowcy najchętniej widzieliby 'czarną zimę', tak w przypadku projektowania serwisu interesy właściciela serwisu i klientów mogą być rozłączne. O ile jednak ani narciarze, ani drogowcy nie mogą pogody zmienić, o tyle właściciel sklepu może zaprojektować tak stronę, aby maksymalizowała ona zysk zapewniając jednocześnie wygodę użytkowania dla klientów. Przywołam tu także słowa Jacka Opalucha. Użytkownicy nie są projektantami. To inwestor i projektant mają stworzyć 'użyteczność' dane serwisu. Użytkownicy będą potrafili poruszać się po stronie z korzyścią dla jej właściciela lub nie. BD: Zgadzam się. Rolą konsultanta/projektanta powinno być doprowadzenie do konsensu między celami użytkowników, a celami właściciela biznesu. Nie zawsze będzie to idealnie możliwe, ale takie powinno nam przyświecać założenie.Warto dodać, że w ramach użyteczności mieści się także: analiza potrzeb użytkowników, analiza celów biznesowych, porównanie z konkurencją. Nawet dobór asortymentu ma związek z użytecznością. Innym aspektem jest wspomniany UCD - User Centered Design, czyli projektowanie zorientowane na użytkownika. Budując sklep projektujesz go tak czy inaczej. Możesz to robić bez wiedzy, chaotycznie, a możesz projektować świadomie dzięki całej tej szerokiej dziedzinie, którą potocznie nazywamy użytecznością (ale jak już pisałem: często to pojęcie rozumie się zbyt wąsko). No i jeszcze możemy mówić o user experience. A to już bardzo szerokie pojęcie, którego użyteczność jest jedynie częścią. Oprócz usability wrażenia użytkowników buduje wygląd, obsługa klienta, ceny, dostępność, czas wysyłki i wiele innych elementów. W przypadku internetowego biznesu należy więc dbać o różne aspekty wpływające na odczucia klientów, w tym także usability. ŁP: Zgadzam się z Bartkiem - projektowanie sklepu to bardzo szeroki temat. Warto znać całe spektrum zagadnień i świadomie podejmować decyzje biznesowe (np. rezygnować z jakiegoś działania). Co tu dużo ukrywać - profesjonalny projekt zawierający w sobie benchmark rynku, design, badanie użyteczności, analizę SEO, wdrożenie. Nie każda osoba otwierająca sklep musi od razu decydować się na cały wachlarz usług - profesjonalne badanie eye-trackingowe czy w ogóle badanie użyteczności może być po prostu za drogie. Proponuje na początek spróbować przeznaczyć około 10% budżetu całego serwisu na projektowanie użyteczności. Jeśli zamierzam wydać 3 tys zł (IAI/Sote + layout), przeznacz 300zł na badanie. Jeśli Twój budżet wynosi 6 tys przeznacz 500zł. Jeśli masz 25 tys, wydaj 2 tys zł, itd. Co można mieć za 300zł? To mniej więcej koszt ankietowania na własną rękę 2-3 osób i zgłoszenia uwag grafikowi. Za 1000zł może uda Ci się uzyskać konsultację u eksperta, natomiast za 2000zł otrzymasz uproszczone badanie na 3-5 użytkownikach. To naprawdę niewielkie kwoty, a można uniknąć fundamentalnych błędów - typu umieszczenie kategorii i wyszukiwarki gdzieś na końcu strony (bo banner, dzień dobry i nowy adres do korespondencji były ważniejsze). Warto także wybierając grafika / firmę która robi design sklepu zapytać jaką mają wiedzę nt. użyteczności, jak projektują sklepy, czy testują projekty na użytkownikach, zapytać o największe sklepy internetowe które stworzyli. Następnie wieczorem proszę spróbować znaleźć produkt czy złożyć zamówienie w takim sklepie. BD: O czym jeszcze moglibyśmy powiedzieć w kontekście usability? O testach A/B i wieloczynnikowych, optymalizacji konwersji, prototypowaniu, analizie statystyk i pewnie paru innych kwestiach. Kompleksowe prace nad usability pojmowane, jako połączenie wszystkich tych dziedzin mogą mieć już bardzo konkretną wartość biznesową.  ŁP: W kontekście tego posta proponuje coś łatwiejszego. Co sądzicie o stworzeniu kilku(nastu) zadań, które każdy właściciel mógłby spróbować zlecić robiąc 'badanie na własną rękę'. Wiadomo - lepiej jeśli badanie jest dedykowane i przeprowadzone przez eksperta. Jeśli jednak podczas badania będziecie mieć ochotę 7 razy przerwać użytkownikowi 'To nie tak', 'Tu masz przecież wyszukiwarkę!', etc. to znaczy iż ekspert jest bardziej potrzebny niż Wam się wydawało :) p.s. Tak w ogóle to użyteczność to nie wszystko. Komputronik ma taką nawigację, że zawsze z niego wychodzę wkurzony. Lubie przeglądać produkty i sprawdzać ceny na Ceneo i Agito. Właśnie planuje zakup nowego TV, chyba kupię właśnie na Agito... ciekawe dlaczego? Czy zastanawialiście się co wpływa na sukces marketingowy Apple'a? BD: Dziękujemy za uwagę, a Wojtkowi za możliwość opublikowania tekstu na łamach jego bloga.Łukasz Plutecki, NetArch, http://www.plutecki.netBartłomiej Dymecki, Entigra, http://www.dymecki.pl

Gdy brak Ci słów - wyszukiwanie w Google za pomocą obrazów

Wyszukiwanie na urządzeniach mobilnych przez zrobienie zdjęcia interesującego nas obiektu, podpowiedzi "co znajduje się blisko mnie", jakie sklepy w pobliżu oferują interesujące użytkownika produkty - to kilka nowych opcji wyszukiwania, jakie ma zamiar w niedługim czasie wprowadzić Google.

One day, one deal - kto podbije Polskę?

W tym roku mieliśmy mały wysyp sklepów typu "one day, one deal", czyli serwisów, które każdego dnia oferują jeden produkt. Wiele już o tym napisano, ale dodam swoje trzy grosze.Od początku... Trochę chronologii: 1. W 2007 roku, chyba jako pierwszy w Polsce, napisałem o Woot.com, czyli niekwestionowanym prekursorze tego typu sklepów. Po trzech tygodniach od publikacji pojawiła się pierwsza kopia - Traffi.pl. Traffi bazuje na branżach, na których wyrósł - branża spożywcza i drobne AGD. Sklep przygotował ofertę ściśle związaną ze swoją grupą docelową.2. Następny był sklep 1440minut.pl należący do sporej hurtowni AGD. O tym projekcie wiem najmniej. 3. Potem na naszym rynku zadebiutował IBood.pl. IBood to firma działająca w zasadzie w całej Europie. Ceny na Ibood są rzeczywiście niskie nie tylko ze względu na europejską skalę działania, ale również na miejsce zakupu towarów o czym wspominał Tomek.4. Nastała cisza... długo, długo nic i... pomysł podchwycili wielcy gracze - pierwsza była Agora jako Komukomu.pl. Start był mocny pod względem rozgłosu w mediach i serwisach społecznościowych. Gorzej było pod względem samej oferty. Ten projekt obok Ibood jest najbardziej "rozdmuchany" (w pozytywnym znaczeniu) i teoretycznie ma największe szanse powodzenia. Ostatnio projekt rozśmiesza głownie dziwnymi opisami produktów.5. Kolejny był IDG jako Kupuj.pl. Refleks szachisty w branży internetowej nie jest raczej szczególnie ceniony, ale może to nie przeszkodzi zawładnąć tym rynkiem. Póki co sklep jest niewiadomą. 6. Na koniec uruchomiony został sklep Hit44.pl (właściciele prowadzą całkiem spory sklep - Punkt44.pl). Hit44.pl ma zamiar zawojować rynek branżą rozrywkową - asortyment w 90% ma bazować na produktach dostępnych w Punkt44.pl. Tylko w drugim półroczu tego roku powstały trzy projekty tego typu. Dlaczego takie sklepy powstają? Dlaczego Agora zainteresowała się takim projektem? Odpowiedź jest prosta: bo ich uruchomienie jest proste (być może tylko pozornie). Firma taka jak Agora ma jakiś budżet przeznaczony na e-commerce. W jego ramach może uruchomić kolejną porównywarkę i po dwóch latach ją zamknąć, żeby uruchomić kolejną. Może również uruchomić pasaż handlowy i za jakiś czas go zamknąć, albo zmienić na porównywarkę. Może też uruchomić typowy sklep internetowy, ale przy tym trzeba trochę popracować. Wybór padł zatem na projekt, który zrealizowano w trzy tygodnie i który w jakimś sensie wciąż można uznać za innowacyjny.Prawdopodobnie z tych samych względów powstał Kupuj.pl, ale z mimo wszystko dużo mniejszą siłą przebicia od Komukomu.pl.Co oferować?Ten rynek jest trudny do podbicia. Takie sklepy bazują głównie na zakupach impulsywnych. Ma to miejsce szczególnie w przypadku tych sklepów, które są promowane wśród "szerokiej publiczności" tak jak np. Komukomu na Gazecie.pl. To z kolei wymaga sporo działań jeśli chodzi o oferowane produkty. Muszą być dobrane tak, żeby zainteresować jak najszerszą grupę potencjalnych klientów. Nie mogą też być zbyt drogie, bo wysoka cena (choćby z niewiadomo jak wielką obniżką) zawsze będzie hamulcem przy nieplanowanych zakupach. Pozostaje też pytanie co oferować. Raczej przyjęło się, że sklepy tego typu oferują głównie elektronikę i gadżety. Tylko czy takie spojrzenie nie jest zbyt płytkie? Na tego typu asortymencie wyrósł Woot, ale moim zdaniem wynikało to raczej ze specyfiki i wielkości rynku amerykańskiego. Innymi słowy oni mogli sobie na to pozwolić. W Polsce natomiast wszyscy dobrze wiemy jak trudną branżą jest elektronika i jak trudno tutaj o zadowalającą marżę. Co ciekawe Woot sprzedaje dzisiaj wiele produktów wysokomarżowych, konkurencyjny Delight.com zaczął od galanterii, która cechuje się wysokimi marżami. No a w Polsce Komukomu stara się budować swoją potęgę na sprzedaży monitorów.Czym przyciągać klientów?Wyróżniam trzy elementy: wyjątkowość serwisu/społeczność, rozpoznawalność marki/zasięg i cena. Na społeczności swoją mocną pozycję w tym segmencie zbudował Woot. Produkty tam oferowane nie zawsze są rewelacyjnymi ofertami. Czasami tym wszystkim ludziom chodzi po prostu o to, aby o określonej porze sprawdzić nową ofertę, podyskutować o niej na forum i być może kupić. Oczywiście oprócz tego Woot doskonale zdaje egzamin po stronie oferty. W Polsce sklepom takim jak Komukomu czy Kupuj.pl póki co nie udało się zbudować żadnej społeczności. Lepiej wygląda to na Ibood, który na rynku jest dłużej. Dobrze pod tym względem stoi też Traffi, który jednak, jak wspomniałem, prezentuje ofertę pasującą idealnie do jego grupy docelowej. Mimo wszystko na tle całego segmentu można stwierdzić, że społecznością nikt nie podbił serc polskich internautów i nie należy raczej tego oczekiwać.To może zasięg i rozpoznawalność marki? Tym tropem najprawdopodobniej starał się budować swoją pozycję Komukomu. W zasadzie już po kilku dniach okazało się, że dotarcie z pozornie tanią ofertą do dużej liczby internautów nie gwarantuje sukcesu. Zwłaszcza w dobie porównywarek i pewnego bardzo popularnego serwisu aukcyjnego.Trzeba zatem zejść na ziemię i po raz kolejny dojść do wniosku, że cena czyni cuda. To głównie rewelacyjna cena sprawi, że przeciętny klient kupi coś, czego tak naprawdę wcale nie potrzebuje, albo nie planował kupić. To na cenie powinna być oparta magia takich serwisów. Na bazie tego elementu buduje swoją pozycję IBood.O tym, że to cena jest kluczowym czynnikiem sukcesu w tym biznesie przekonany jest Tomasz Henel z Hit44.pl:- W przypadku modelu one-day-one-deal to atrakcyjna oferta jest kręgosłupem przedsięwzięcia, o którym moim zdaniem wszyscy dotychczasowi gracze zapomnieli. Większość naszych wysiłków podczas przygotowywania startu serwisu skupiona była na zapewnieniu klientowi maksymalnie atrakcyjnych produktów w maksymalnie atrakcyjnych cenach. Kwestia promocji serwisu została odłożona na plan dalszy. Wiem, że to nietypowe na chwilę obecną podejście jednak wychodzimy z założenia, że zadowoleni klienci sami przyczynią się do popularyzacji sklepu. Mówiąc obrazowo - wolimy mieć na początek garstkę odwiedzających, którzy są pod wrażeniem oferty, niż tłumy zawiedzione tym co prezentujemy. Dlatego środki, które normalnie przeznaczone byłyby na reklamę oddajemy klientowi - oferując chociażby darmową wysyłkę niezależnie od wartości zamówienia - pisał Tomek.Kto wygra? Znowu nisza?Czy któryś z tych projektów ma szansę zawojować polski rynek? IBood moim zdaniem raczej nie - Polska jest dla niego tylko niewielką częścią tortu.Z kolei Traffi.pl skupia się prawie wyłącznie na swojej branży. Taka strategia z pewnością przynosi dobre rezultaty. Przede wszystkim utrzymywany jest stały kontakt z użytkownikami (sklep powstał na bazie serwisu MniamMniam.pl) i klientami (firma prowadzi więcej e-sklepów). Na bazie takiego projektu da się zbudować społeczność. Oczywiście Traffi ze swoją strategią nie ma szans na dotarcie do świadomości przeciętnego internauty, ale odnoszę wrażenie, że wcale nie chodziło o to jego właścicielom.Podobną strategię przyjął Hit44.pl budując ofertę na asortymencie Punkt44.pl. Bazą wyjściową będzie baza klientów Punkt44.pl. Właściciele liczą na to, że dobra oferta rozniesie się po sieci dzięki poczcie pantoflowej. Czy to wystarczy, żeby podbić rynek? Chyba nie.Nie ma sensu dalej wyliczać. Moim zdaniem żaden z tych serwisów nie podbije serc internautów w Polsce. Mam tu na myśli sukces na miarę najpopularniejszych polskich e-commerce'ów (no... może niekoniecznie Allegro) i rozpoznawalność marki na podobnym im poziomie. Nie oznacza to jednak, że tego typu sklepy nie mogą być dochodowe i dobrze sobie radzić. Tutaj największe szanse upatruję wśród tych najbardziej niepozornych, czyli Traffi i Hit44.Czekam na Wasze opinie.p.s. Jak widzicie postanowiłem wprowadzić reklamę na blogu. Pojawił się pierwszy reklamodawca - PayPal. O szczegółach oferty reklamowej napiszę wkrótce. Zainteresowanych już teraz zapraszam do kontaktu (kck gazeta peel) - dochód przeznaczam w 100% na cele charytatywne, a oferta jest naprawdę konkurencyjna.Czytaj więcej:- więcej o Komukomu i ich wynikach,- o "one day, one deal" na blogu Webstop,- KomuKomu na Flakerze.

One day, one deal - kto podbije Polskę?

W tym roku mieliśmy mały wysyp sklepów typu "one day, one deal", czyli serwisów, które każdego dnia oferują jeden produkt. Wiele już o tym napisano, ale dodam swoje trzy grosze.Od początku... Trochę chronologii: 1. W 2007 roku, chyba jako pierwszy w Polsce, napisałem o Woot.com, czyli niekwestionowanym prekursorze tego typu sklepów. Po trzech tygodniach od publikacji pojawiła się pierwsza kopia - Traffi.pl. Traffi bazuje na branżach, na których wyrósł - branża spożywcza i drobne AGD. Sklep przygotował ofertę ściśle związaną ze swoją grupą docelową.2. Następny był sklep 1440minut.pl należący do sporej hurtowni AGD. O tym projekcie wiem najmniej. 3. Potem na naszym rynku zadebiutował IBood.pl. IBood to firma działająca w zasadzie w całej Europie. Ceny na Ibood są rzeczywiście niskie nie tylko ze względu na europejską skalę działania, ale również na miejsce zakupu towarów o czym wspominał Tomek.4. Nastała cisza... długo, długo nic i... pomysł podchwycili wielcy gracze - pierwsza była Agora jako Komukomu.pl. Start był mocny pod względem rozgłosu w mediach i serwisach społecznościowych. Gorzej było pod względem samej oferty. Ten projekt obok Ibood jest najbardziej "rozdmuchany" (w pozytywnym znaczeniu) i teoretycznie ma największe szanse powodzenia. Ostatnio projekt rozśmiesza głownie dziwnymi opisami produktów.5. Kolejny był IDG jako Kupuj.pl. Refleks szachisty w branży internetowej nie jest raczej szczególnie ceniony, ale może to nie przeszkodzi zawładnąć tym rynkiem. Póki co sklep jest niewiadomą. 6. Na koniec uruchomiony został sklep Hit44.pl (właściciele prowadzą całkiem spory sklep - Punkt44.pl). Hit44.pl ma zamiar zawojować rynek branżą rozrywkową - asortyment w 90% ma bazować na produktach dostępnych w Punkt44.pl. Tylko w drugim półroczu tego roku powstały trzy projekty tego typu. Dlaczego takie sklepy powstają? Dlaczego Agora zainteresowała się takim projektem? Odpowiedź jest prosta: bo ich uruchomienie jest proste (być może tylko pozornie). Firma taka jak Agora ma jakiś budżet przeznaczony na e-commerce. W jego ramach może uruchomić kolejną porównywarkę i po dwóch latach ją zamknąć, żeby uruchomić kolejną. Może również uruchomić pasaż handlowy i za jakiś czas go zamknąć, albo zmienić na porównywarkę. Może też uruchomić typowy sklep internetowy, ale przy tym trzeba trochę popracować. Wybór padł zatem na projekt, który zrealizowano w trzy tygodnie i który w jakimś sensie wciąż można uznać za innowacyjny.Prawdopodobnie z tych samych względów powstał Kupuj.pl, ale z mimo wszystko dużo mniejszą siłą przebicia od Komukomu.pl.Co oferować?Ten rynek jest trudny do podbicia. Takie sklepy bazują głównie na zakupach impulsywnych. Ma to miejsce szczególnie w przypadku tych sklepów, które są promowane wśród "szerokiej publiczności" tak jak np. Komukomu na Gazecie.pl. To z kolei wymaga sporo działań jeśli chodzi o oferowane produkty. Muszą być dobrane tak, żeby zainteresować jak najszerszą grupę potencjalnych klientów. Nie mogą też być zbyt drogie, bo wysoka cena (choćby z niewiadomo jak wielką obniżką) zawsze będzie hamulcem przy nieplanowanych zakupach. Pozostaje też pytanie co oferować. Raczej przyjęło się, że sklepy tego typu oferują głównie elektronikę i gadżety. Tylko czy takie spojrzenie nie jest zbyt płytkie? Na tego typu asortymencie wyrósł Woot, ale moim zdaniem wynikało to raczej ze specyfiki i wielkości rynku amerykańskiego. Innymi słowy oni mogli sobie na to pozwolić. W Polsce natomiast wszyscy dobrze wiemy jak trudną branżą jest elektronika i jak trudno tutaj o zadowalającą marżę. Co ciekawe Woot sprzedaje dzisiaj wiele produktów wysokomarżowych, konkurencyjny Delight.com zaczął od galanterii, która cechuje się wysokimi marżami. No a w Polsce Komukomu stara się budować swoją potęgę na sprzedaży monitorów.Czym przyciągać klientów?Wyróżniam trzy elementy: wyjątkowość serwisu/społeczność, rozpoznawalność marki/zasięg i cena. Na społeczności swoją mocną pozycję w tym segmencie zbudował Woot. Produkty tam oferowane nie zawsze są rewelacyjnymi ofertami. Czasami tym wszystkim ludziom chodzi po prostu o to, aby o określonej porze sprawdzić nową ofertę, podyskutować o niej na forum i być może kupić. Oczywiście oprócz tego Woot doskonale zdaje egzamin po stronie oferty. W Polsce sklepom takim jak Komukomu czy Kupuj.pl póki co nie udało się zbudować żadnej społeczności. Lepiej wygląda to na Ibood, który na rynku jest dłużej. Dobrze pod tym względem stoi też Traffi, który jednak, jak wspomniałem, prezentuje ofertę pasującą idealnie do jego grupy docelowej. Mimo wszystko na tle całego segmentu można stwierdzić, że społecznością nikt nie podbił serc polskich internautów i nie należy raczej tego oczekiwać.To może zasięg i rozpoznawalność marki? Tym tropem najprawdopodobniej starał się budować swoją pozycję Komukomu. W zasadzie już po kilku dniach okazało się, że dotarcie z pozornie tanią ofertą do dużej liczby internautów nie gwarantuje sukcesu. Zwłaszcza w dobie porównywarek i pewnego bardzo popularnego serwisu aukcyjnego.Trzeba zatem zejść na ziemię i po raz kolejny dojść do wniosku, że cena czyni cuda. To głównie rewelacyjna cena sprawi, że przeciętny klient kupi coś, czego tak naprawdę wcale nie potrzebuje, albo nie planował kupić. To na cenie powinna być oparta magia takich serwisów. Na bazie tego elementu buduje swoją pozycję IBood.O tym, że to cena jest kluczowym czynnikiem sukcesu w tym biznesie przekonany jest Tomasz Henel z Hit44.pl:- W przypadku modelu one-day-one-deal to atrakcyjna oferta jest kręgosłupem przedsięwzięcia, o którym moim zdaniem wszyscy dotychczasowi gracze zapomnieli. Większość naszych wysiłków podczas przygotowywania startu serwisu skupiona była na zapewnieniu klientowi maksymalnie atrakcyjnych produktów w maksymalnie atrakcyjnych cenach. Kwestia promocji serwisu została odłożona na plan dalszy. Wiem, że to nietypowe na chwilę obecną podejście jednak wychodzimy z założenia, że zadowoleni klienci sami przyczynią się do popularyzacji sklepu. Mówiąc obrazowo - wolimy mieć na początek garstkę odwiedzających, którzy są pod wrażeniem oferty, niż tłumy zawiedzione tym co prezentujemy. Dlatego środki, które normalnie przeznaczone byłyby na reklamę oddajemy klientowi - oferując chociażby darmową wysyłkę niezależnie od wartości zamówienia - pisał Tomek.Kto wygra? Znowu nisza?Czy któryś z tych projektów ma szansę zawojować polski rynek? IBood moim zdaniem raczej nie - Polska jest dla niego tylko niewielką częścią tortu.Z kolei Traffi.pl skupia się prawie wyłącznie na swojej branży. Taka strategia z pewnością przynosi dobre rezultaty. Przede wszystkim utrzymywany jest stały kontakt z użytkownikami (sklep powstał na bazie serwisu Mniammniam.pl) i klientami (firma prowadzi więcej e-sklepów). Na bazie takiego projektu da się zbudować społeczność. Oczywiście Traffi ze swoją strategią nie ma szans na dotarcie do świadomości przeciętnego internauty, ale odnoszę wrażenie, że wcale nie chodziło o to jego właścicielom.Podobną strategię przyjął Hit44.pl budując ofertę na asortymencie Punkt44.pl. Bazą wyjściową będzie baza klientów Punkt44.pl. Właściciele liczą na to, że dobra oferta rozniesie się po sieci dzięki poczcie pantoflowej. Czy to wystarczy, żeby podbić rynek? Chyba nie.Nie ma sensu dalej wyliczać. Moim zdaniem żaden z tych serwisów nie podbije serc internautów w Polsce. Mam tu na myśli sukces na miarę najpopularniejszych polskich e-commerce'ów (no... może niekoniecznie Allegro) i rozpoznawalność marki na podobnym im poziomie. Nie oznacza to jednak, że tego typu sklepy nie mogą być dochodowe i dobrze sobie radzić. Tutaj największe szanse upatruję wśród tych najbardziej niepozornych, czyli Traffi i Hit44.Czekam na Wasze opinie.p.s. Jak widzicie postanowiłem wprowadzić reklamę na blogu. Pojawił się pierwszy reklamodawca - PayPal. O szczegółach oferty reklamowej napiszę wkrótce. Zainteresowanych już teraz zapraszam do kontaktu (kck gazeta peel) - dochód przeznaczam w 100% na cele charytatywne, a oferta jest naprawdę konkurencyjna.Czytaj więcej:- więcej o Komukomu i ich wynikach,- o "one day, one deal" na blogu Webstop,- KomuKomu na Flakerze.

One day, one deal - kto podbije Polskę?

W tym roku mieliśmy mały wysyp sklepów typu "one day, one deal", czyli serwisów, które każdego dnia oferują jeden produkt. Wiele już o tym napisano, ale dodam swoje trzy grosze.Od początku... Trochę chronologii: 1. W 2007 roku, chyba jako pierwszy w Polsce, napisałem o Woot.com, czyli niekwestionowanym prekursorze tego typu sklepów. Po trzech tygodniach od publikacji pojawiła się pierwsza kopia - Traffi.pl. Traffi bazuje na branżach, na których wyrósł - branża spożywcza i drobne AGD. Sklep przygotował ofertę ściśle związaną ze swoją grupą docelową.2. Następny był sklep 1440minut.pl należący do sporej hurtowni AGD. O tym projekcie wiem najmniej. 3. Potem na naszym rynku zadebiutował IBood.pl. IBood to firma działająca w zasadzie w całej Europie. Ceny na Ibood są rzeczywiście niskie nie tylko ze względu na europejską skalę działania, ale również na miejsce zakupu towarów o czym wspominał Tomek.4. Nastała cisza... długo, długo nic i... pomysł podchwycili wielcy gracze - pierwsza była Agora jako Komokomu.pl. Start był mocny pod względem rozgłosu w mediach i serwisach społecznościowych. Gorzej było pod względem samej oferty. Ten projekt obok Ibood jest najbardziej "rozdmuchany" (w pozytywnym znaczeniu) i teoretycznie ma największe szanse powodzenia. Ostatnio projekt rozśmiesza głownie dziwnymi opisami produktów.5. Kolejny był IDG jako Kupuj.pl. Refleks szachisty w branży internetowej nie jest raczej szczególnie ceniony, ale może to nie przeszkodzi zawładnąć tym rynkiem. Póki co sklep jest niewiadomą. 6. Na koniec uruchomiony został sklep Hit44.pl (właściciele prowadzą całkiem spory sklep - Punkt44.pl). Hit44.pl ma zamiar zawojować rynek branżą rozrywkową - asortyment w 90% ma bazować na produktach dostępnych w Punkt44.pl. Tylko w drugim półroczu tego roku powstały trzy projekty tego typu. Dlaczego takie sklepy powstają? Dlaczego Agora zainteresowała się takim projektem? Odpowiedź jest prosta: bo ich uruchomienie jest proste (być może tylko pozornie). Firma taka jak Agora ma jakiś budżet przeznaczony na e-commerce. W jego ramach może uruchomić kolejną porównywarkę i po dwóch latach ją zamknąć, żeby uruchomić kolejną. Może również uruchomić pasaż handlowy i za jakiś czas go zamknąć, albo zmienić na porównywarkę. Może też uruchomić typowy sklep internetowy, ale przy tym trzeba trochę popracować. Wybór padł zatem na projekt, który zrealizowano w trzy tygodnie i który w jakimś sensie wciąż można uznać za innowacyjny.Prawdopodobnie z tych samych względów powstał Kupuj.pl, ale z mimo wszystko dużo mniejszą siłą przebicia od Komukomu.pl.Co oferować?Ten rynek jest trudny do podbicia. Takie sklepy bazują głównie na zakupach impulsywnych. Ma to miejsce szczególnie w przypadku tych sklepów, które są promowane wśród "szerokiej publiczności" tak jak np. Komukomu na Gazecie.pl. To z kolei wymaga sporo działań jeśli chodzi o oferowane produkty. Muszą być dobrane tak, żeby zainteresować jak najszerszą grupę potencjalnych klientów. Nie mogą też być zbyt drogie, bo wysoka cena (choćby z niewiadomo jak wielką obniżką) zawsze będzie hamulcem przy nieplanowanych zakupach. Pozostaje też pytanie co oferować. Raczej przyjęło się, że sklepy tego typu oferują głównie elektronikę i gadżety. Tylko czy takie spojrzenie nie jest zbyt płytkie? Na tego typu asortymencie wyrósł Woot, ale moim zdaniem wynikało to raczej ze specyfiki i wielkości rynku amerykańskiego. Innymi słowy oni mogli sobie na to pozwolić. W Polsce natomiast wszyscy dobrze wiemy jak trudną branżą jest elektronika i jak trudno tutaj o zadowalającą marżę. Co ciekawe Woot sprzedaje dzisiaj wiele produktów wysokomarżowych, konkurencyjny Delight.com zaczął od galanterii, która cechuje się wysokimi marżami. No a w Polsce Komukomu stara się budować swoją potęgę na sprzedaży monitorów.Czym przyciągać klientów?Wyróżniam trzy elementy: wyjątkowość serwisu/społeczność, rozpoznawalność marki/zasięg i cena. Na społeczności swoją mocną pozycję w tym segmencie zbudował Woot. Produkty tam oferowane nie zawsze są rewelacyjnymi ofertami. Czasami tym wszystkim ludziom chodzi po prostu o to, aby o określonej porze sprawdzić nową ofertę, podyskutować o niej na forum i być może kupić. Oczywiście oprócz tego Woot doskonale zdaje egzamin po stronie oferty. W Polsce sklepom takim jak Komukomu czy Kupuj.pl póki co nie udało się zbudować żadnej społeczności. Lepiej wygląda to na Ibood, który na rynku jest dłużej. Dobrze pod tym względem stoi też Traffi, który jednak, jak wspomniałem, prezentuje ofertę pasującą idealnie do jego grupy docelowej. Mimo wszystko na tle całego segmentu można stwierdzić, że społecznością nikt nie podbił serc polskich internautów i nie należy raczej tego oczekiwać.To może zasięg i rozpoznawalność marki? Tym tropem najprawdopodobniej starał się budować swoją pozycję Komukomu. W zasadzie już po kilku dniach okazało się, że dotarcie z pozornie tanią ofertą do dużej liczby internautów nie gwarantuje sukcesu. Zwłaszcza w dobie porównywarek i pewnego bardzo popularnego serwisu aukcyjnego.Trzeba zatem zejść na ziemię i po raz kolejny dojść do wniosku, że cena czyni cuda. To głównie rewelacyjna cena sprawi, że przeciętny klient kupi coś, czego tak naprawdę wcale nie potrzebuje, albo nie planował kupić. To na cenie powinna być oparta magia takich serwisów. Na bazie tego elementu buduje swoją pozycję IBood.O tym, że to cena jest kluczowym czynnikiem sukcesu w tym biznesie przekonany jest Tomasz Henel z Hit44.pl:- W przypadku modelu one-day-one-deal to atrakcyjna oferta jest kręgosłupem przedsięwzięcia, o którym moim zdaniem wszyscy dotychczasowi gracze zapomnieli. Większość naszych wysiłków podczas przygotowywania startu serwisu skupiona była na zapewnieniu klientowi maksymalnie atrakcyjnych produktów w maksymalnie atrakcyjnych cenach. Kwestia promocji serwisu została odłożona na plan dalszy. Wiem, że to nietypowe na chwilę obecną podejście jednak wychodzimy z założenia, że zadowoleni klienci sami przyczynią się do popularyzacji sklepu. Mówiąc obrazowo - wolimy mieć na początek garstkę odwiedzających, którzy są pod wrażeniem oferty, niż tłumy zawiedzione tym co prezentujemy. Dlatego środki, które normalnie przeznaczone byłyby na reklamę oddajemy klientowi - oferując chociażby darmową wysyłkę niezależnie od wartości zamówienia - pisał Tomek.Kto wygra? Znowu nisza?Czy któryś z tych projektów ma szansę zawojować polski rynek? IBood moim zdaniem raczej nie - Polska jest dla niego tylko niewielką częścią tortu.Z kolei Traffi.pl skupia się prawie wyłącznie na swojej branży. Taka strategia z pewnością przynosi dobre rezultaty. Przede wszystkim utrzymywany jest stały kontakt z użytkownikami (sklep powstał na bazie serwisu Mniammniam.pl) i klientami (firma prowadzi więcej e-sklepów). Na bazie takiego projektu da się zbudować społeczność. Oczywiście Traffi ze swoją strategią nie ma szans na dotarcie do świadomości przeciętnego internauty, ale odnoszę wrażenie, że wcale nie chodziło o to jego właścicielom.Podobną strategię przyjął Hit44.pl budując ofertę na asortymencie Punkt44.pl. Bazą wyjściową będzie baza klientów Punkt44.pl. Właściciele liczą na to, że dobra oferta rozniesie się po sieci dzięki poczcie pantoflowej. Czy to wystarczy, żeby podbić rynek? Chyba nie.Nie ma sensu dalej wyliczać. Moim zdaniem żaden z tych serwisów nie podbije serc internautów w Polsce. Mam tu na myśli sukces na miarę najpopularniejszych polskich e-commerce'ów (no... może niekoniecznie Allegro) i rozpoznawalność marki na podobnym im poziomie. Nie oznacza to jednak, że tego typu sklepy nie mogą być dochodowe i dobrze sobie radzić. Tutaj największe szanse upatruję wśród tych najbardziej niepozornych, czyli Traffi i Hit44.Czekam na Wasze opinie.p.s. Jak widzicie postanowiłem wprowadzić reklamę na blogu. Pojawił się pierwszy reklamodawca - PayPal. O szczegółach oferty reklamowej napiszę wkrótce. Zainteresowanych już teraz zapraszam do kontaktu (kck gazeta peel) - dochód przeznaczam w 100% na cele charytatywne, a oferta jest naprawdę konkurencyjna.Czytaj więcej:- więcej o Komukomu i ich wynikach,- o "one day, one deal" na blogu Webstop,- KomuKomu na Flakerze.

Luka w wyszukiwarce Microsoftu pozwala na oszustwa finansowe

Samir Meghani z grupy Bountii Team odkrył lukę w zabezpieczeniach Bing cashback, dzięki której może oszukiwać zarówno klientów, jak i sklepy internetowe.

Białystok - zagłębie dopalaczy

Rok temu otworzył się pierwszy, teraz działa ich już pięć. W centrum miasta, jak grzyby po deszczu, pojawiają się kolejne sklepy z dopalaczami - środkami odurzającymi, którymi handluje się pod przykrywką kolekcjonerskich gadżetów, kadzidełek a nawet nawozów dla roślin. Służby straciły już rachubę, gdzie i kto kupuje tego typu środki. Straż miejska obiecała sprawdzić nowe lokalizacje. Tymczasem policja mówi wprost: - Nie jesteśmy od inwigilowania legalnej działalności.

Z Apple do Microsoft doradzać przy sklepach

George Blankenship przyczynił się do finansowego sukcesu Apple, idealnie wybierając - od 2001 roku - miejsca na sklepy z produktami tej firmy. Teraz będzie doradzał Microsoftowi, który zamierza podjąć...

Ludzie piszą ...

Okapy niosą ze sobą całą gamę korzyści dla właścicieli. Zarówno okapy kominowe jak i okapy kuchenne mają naprawdę wiele plusów, które niewątpliwie decydują o tym, że okapy znajdują się w zdecydowanej większości domów. Dom nie wyposażony w żadne okapy wiele traci. Okapy przydają się przede wszystkim, gdy dojdzie do jakiegoś niefortunnego przypalenia strawy, posiłku, czemu towarzyszy mnóstwo dymu i smrodu. Wiatrak zainstalowany w okapie to najszybsza i bardzo skuteczna pomoc. Poza tym, okapy zaopatrzone są w lampkę, która nieraz przydaje się w godzinach nocnych, gdy zaspani maszerujemy do kuchni by napić się mleka lub wody. Okapy podsuwają nam miła alternatywę od konieczności zapalania głównego światłą w pomieszczeniu. Okapy kominowe i okapy kuchenne to produkty, na które warto zwrócić uwagę nie tylko przy wyposażaniu nowego mieszkania. Rozsądnie jest potraktować, jako pretekst do remontu albo po prostu pozwolić sobie na wzbogacenie starej, zasłużonej kuchni.